Dywany i perskie kobierce towarzyszyły Polakom od wieków. Najsilniej perskie akcenty zaznaczyły się w dobie sarmackiej Rzeczypospolitej. Wówczas sprowadzano do kraju drogocenne kobierce, kilimy oraz orientalne makaty tkane przez wschodnich mistrzów. W XVI i XVII wieku powstały serie szczególnie pięknych kobierców na które mogli pozwolić sobie wyłącznie najbogatsi polscy magnaci.
Wyjątkową kolekcję pięknych dywanów zgromadził książęcy ród Czartoryskich, którzy jako wielcy patrioci oraz mecenasi sztuki przez wieki tworzyli cenne kolekcje wybitnych dzieł. W 1801 roku, rozproszone w różnych miejscach zbiory za sprawą księżnej Izabeli Czartoryskiej znalazły swoje miejsce w puławskiej Świątyni Sybilli. Jednak upadek powstania listopadowego i obawa przed grabieżą zmusiły Czartoryskich do emigracji. Dzięki szybkiej reakcji zdołali oni uratować przed Rosjanami wiele cennych eksponatów. W roku 1878 Władysław Czartoryski otworzył jedno z najstarszych polskich muzeów w którym zgromadził zbiory swoich poprzedników, w tym także księżnej Izabeli.
W tym samym roku w Paryżu odbyła się wystawa światowa. W Sali Polskiej, znajdującej się w paryskim pałacu Trocadero, książę Władysław Czartoryski umieścił swoje zbiory dzieł sztuki i cennych przedmiotów. Książę zaprezentował tam wówczas także kolekcję siedmiu drogocennych kobierców jakie udało się zachować dzięki dbałości jego przodków. Jako, że kobierce znacznie różniły się od typowych perskich dywanów oraz znajdowały się w Sali Polskiej, zwiedzający uznali je za jeden z najpiękniejszych wyrobów polskich rzemieślników. Dodatkowo mylącym znakiem były również wyhaftowane lub naszyte na środkowych polach herby rodzinne Czartoryskich, między innymi herb Pogoni. Gama barw kojarzyła się kolorystyką sarmackich pasów kontuszowych. Czynniki te doprowadziły do nazwania ich polskimi dywanami. Artykuły prasowe, poświęcone wystawie rozpisywały się o przecudownych, zabytkowych dywanach polskich szlachciców. Nazwa Topis Polonais tak szybko i głęboko zapuściła korzenie, iż stosowana jest do tej pory na określenie tych specyficznych kobierców, których dziś na świecie znajdziemy jedynie ok 200 sztuk.
Te jakże piękne kobierce powstawały w manufakturach królewskich w Kaszanie i Isfahanie na przełomie XVI i XVII wieku. Cechowała je wyjątkowa uroda, materiał jakiego używano do ich wyrobu oraz ponadprzeciętna ilość węzłów jakie stosowano w procesie tkania. Prawdopodobnie tkaniem tak gęstych dywanów zajmowali się wyłącznie młodzi chłopcy o wybitnie smukłych i sprawnych palcach. Węzły wiązano z niezwykle cienkich, różnorodnie barwionych nici jedwabnych. Oryginalne wzornictwo łączące europejską arabeskę z subtelnością ornamentyki wschodniej, dopełnione indywidualnością tkaczy tworzyły nieporównywalne z niczym innym dzieła sztuki. Bogata ornamentyka jedwabnych dywanów, przesycona rajską tematyką przetykana była metalową nicią złotą lub srebrną. Krótko strzyżone runo dawało wrażenie aksamitnej miękkości. Kobierce te od typowych perskich dywanów odróżniały się bardziej pastelową i subtelniejszą kolorystyką. Doskonale rzemiosło, artystyczna wrażliwość twórców, braszowanie złotem lub srebrem oraz ich, można rzec, limitowana ilość podniosła je do rangi dzieł sztuki.
Kobierce polskie przybyły do naszego kraju na ormiańskich wozach. Sarmaci, żyjący wystawnie chcąc podnieść swój prestiż i nadać klasy domostwom kupowali je chętnie nie licząc się z kosztami. Szlachta polska stanowiła największy wówczas rynek zbytu tychże kobierców. Z tej przyczyny po latach Polska mogła poszczycić się największą liczbą zgromadzonych okazów, które później za sprawą wcześniej wspomnianego księcia Czartoryskiego stały się ozdobą muzealnych kolekcji.
Przed wybuchem II wojny światowej w Muzeum Książąt Czartoryskich znajdowały się trzy dywany polskie. W 1929 roku kolekcja została niezmiernie szczegółowo skatalogowana przez ówczesnego kustosza muzeum Stefana Komornickiego. Najpiękniejszy i najcenniejszy z nich, utkany wyłącznie z jedwabiu, broszowany złotem, zdobiony arabeskowymi motywami posłużył za wzór nietuzinkowego artyzmu orientalnych mistrzów. Jego zdjęcia umieszczone zostały w monografii Tadeusza Mańkowskiego wydanej w 1939 roku, pt. „Sztuka perska. A Survery of Paris art”.
A tymczasem, od kilku lat w ościennym kraju trwały przygotowania do wielkiej wojny. Niemcy nie tylko się zbroili się militarnie i umacniali mentalnie. Trwały w tym czasie także badania mające na celu odebranie niższym rasom podludzi ich dorobku kulturowego. Na długo przed wybuchem wojny przybywali do Polski wybitni niemieccy historycy sztuki, którzy wykorzystując swoje stanowiska i dorobek naukowy nawiązywali bliskie kontakty z kustoszami polskich muzeów. Wywiad niemieckich znawców sztuki doprowadził do powstania spisów dzieł, które trzeba było odebrać barbarzyńskim podludziom a w szczególności Polakom. Warto tu nadmienić, że konsekwencją ich specyficznej pracy wywiadowczej była także inna lista. Obejmowała ona dzieła przeznaczone do likwidacji. Znalazły się na niej między innymi „Bitwa pod Grunwaldem” oraz „ Hołd Pruski” Matejki.
Na pierwszy ogień grabieżczych działań nazistów poszło krakowskie Muzeum Książąt Czartoryskich. Już od 1939 roku trwały systematyczne kradzieże eksponatów. Nawet ukrycie ich nie było skutecznym sposobem, gdyż Niemcy prędzej czy później i tak trafiali na ich ślad. Początkowo kradzieże tłumaczono chęcią otoczenia światowego dziedzictwa szczególną ochroną na wypadek działań wojennych. W rzeczywistości jednak wiele cennych precjozów i zabytków trafiało w ręce nowobogackich oficerów niemieckich, którzy nierzadko nawet nie zdawali sobie sprawy z wartości skarbów w których posiadanie weszli.
W 1940 roku ogołocono Muzeum Czartoryskich doszczętnie, kradnąc z niego nie tylko wybitne dzieła takie jak obraz „Damy z gronostajem” Leonarda da Vinci czy „Portret Młodzieńca” Rafaela ale także kolekcję bezcennych zabytkowych kobierców polskich. Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego w tym samym czasie zostało pozbawione aż sześciu wyjątkowo cennych polskich dywanów.
Pożoga wojenna, która ogarnęła całą Europę pozbawiła Polskę wielu cennych zbiorów. Nierzadko były to unikaty na skalę światową. Niektóre z nich udało się odzyskać inne stanowią cenne zasoby światowych muzeów w tym także niemieckich. A jeszcze inne zniknęły na zawsze skryte w prywatnych kolekcjach lub ulegając zniszczeniu.
Najcenniejszy dywan z kolekcji Czartoryskich zniknął na pięćdziesiąt długich lat. Po latach gdy już wydawało się nigdy się nie odnajdzie…został wystawiony na sprzedaż na aukcji w Domu Aukcyjnym Christie’s w Londynie. Niemcy, po dokonaniu grabieży, sprzedali dywan szwajcarskiemu antykwariuszowi. Ten wiedząc, że dywan jest cennym egzemplarzem i pochodzi z kradzieży ukrył go. Dopiero syn antykwariusza odważył się w 1990 roku wystawić go na aukcji. Jego cena wywoławcza stanowiła sumę 200 000 funtów. Traf chciał aby w tym czasie odwiedził aukcję polski historyk sztuki i kolekcjoner dr Andrzej Ciechanowiecki. Błyskawicznie zgłosił on ten fakt odpowiednim władzom. Fotografie jego autorstwa niezbicie dowodziły iż jest to kobierzec zrabowany z polskiego muzeum.
Strona polska wytoczyła proces, który miał doprowadzić do odzyskania bezcennego dywanu. Fundacja Książąt Czartoryskich zaangażowała w akcję krakowskie Muzeum Narodowe i Ministerstwo Kultury i Sztuki. Proces trwał siedem lat i Polska zaczynała już tracić nadzieję na odzyskanie kobierca. Szwajcarscy prawnicy wykazali się niebywałą sprawnością. Posunęli się nawet do tego, że podważyli jego autentyczność. I gdyby nie spostrzegawczość dwójki polskich ekspertów, kobierzec nigdy nie wróciłby do kraju. Dostrzegli oni pewien bardzo indywidualny detal, na który nikt wcześniej nie zwrócił uwagi. Były to drobniutko utkane chorągiewki i znajdowały się zarówno na przedwojennych fotografiach dywanu jak i na przedmiocie sporu. Stanowiły one niepodważalny dowód na autentyczność kobierca oraz na prawo do jego własności.
W 1997 roku, po półwiecznej nieobecności, dywan-zabytek wrócił na swoje miejsce. Uroczyście przekazany na ręce polskie został przywrócony polskiemu dziedzictwu. Dziś znów można go podziwiać w Muzeum Książąt Czartoryskich w Krakowie.
KONIEC